lukasz.proszek.info

Powrót do spisu relacji

Plan Trasy - opwiada d0cent

Dobra po krotce jak ja to bym widzial. Wersja bardziej uciazliwa - czyli start z przystanku Zawoja - Markowe. Tutaj nasz autobus - busa jeszcze nie dorwalem. Tzn wiem o ktorej odjezdzaja ale nie wiem jaka to firma i nie za bardzo mam na razie jak sie do nich dodzwonic :) No i stamtad na markowe szczawiny do schroniska; tutaj chwila przerwy - dalej - perc akademicka i babia. pozniej jak juz wyplujemy pluca to zejscie na krowiarki i zapierniczanie asfaltem na policzne lub tez po drodze na krowiarki powrot do markowych szczawin i stamtad ta sama droga come back na przystanek. dylemat prosty - albo dyndanie asfaltem albo powrot ta sama droga, ktora podeszlismy. jest tez pewna alternatywa zejscia granicznego szlakiem bodajze zielonym przez mala babia i dalej przelecz jalowiecka i znow drepatnie asfaltem do przystanku.. hmm - no nic - wszystko zalezy od tego czy bedzie auto czy tez nie. bo jesli tak to po prostu zajedziemy na krowiarki, skoczymy spacerkiem na markowe, stamtad perć akademicka na gore i z powrotem do auta.. albo na odwrot - na gore przez sokolice i na dol percia akademicka poki co tyle - back 2 work - z wieczora bede widzial co z autkiem. EDIT: Autka jednak nie bedzie - w piatek niestety jedzie sobie gdzies indziej. Jutro bede na dworcu to wywiem sie o ceny biletow PKS oraz ceny BUSow do Zawoi. Chyba, ze interesuje Was podroz pociagiem do Suchej a stamtad lapanie stopa :P Choc takie rozwizanie ma rece i nogi raczej przy kilkudniowych wypadach i mniejszej ilosci ludzi :P

Mapka - d0cent

Pierwsza z brzegu w miarę czytelna mapka z czasami przelotu. Druga mapa co prawda bez czasów, ale bardzo czytelna z odnośnikami do ciekawszych miejsc. Jeszcze bardziej czytelna mapka ale jeszcze mniej informacji :D

Skład ekipy

  1. Łukasz Proszek (frogu) - - duży fiat
  2. Marcin Hłybin (ahes) - - duży fiat (kierowca) -- ej ja tez chce w punto ;)
  3. Maciej Lasyk (docent) - - duży fiat
  4. Bociek - duży fiat
  5. Arnold Zaraska (ailo) - - punto
  6. Berenika Zaraska (siostra) - - punto
  7. Karolina Rybicka (rybik) - punto
  8. Tomasz Załucki (słonecznik) - - punto (kierowca)

Relacja

Zbiórka i droga do Zawoi

Piątek rano... Nasza ekipa podzielona na dwie podgrupy powoli zbierała się po całym Krakowie jaką taką całość. Ostatecznym punktem zbornym był parking pod Careffour'em przy Zakopiance, gdzie część podróżująca punciakiem oczekiwała na drugą mającą nadjechać tzw. "dyliżansem" czyli klimatycznym fiatem 125p, który pomimo swego stanu technicznego, całkiem sprawnie sunął po naszych polskich szosach. W końcu wszyscy ruszyliśmy, i nie licząc krótkiego postoju na stacji benzynowej celem zalania dyliżansu gazem, sprawnie wydostaliśmy się poza granice naszego pięknego miasta.

Postój w Zawoi (centrum ?!?) pod sklepem
Postój w Zawoi (centrum?!?) pod sklepem

Podróżując, raczej omijaliśmy najgłówniejsze, zatłoczone drogi, korzystając z mniej uczęszczanych ale jakże atrakcyjnych widokowo dróg przez wioski i opłotki. Podróż wydawała się dziecinnie prosta do momentu, gdy Ailo znał drogę na pamięć. Sytuacja się skomplikowała w Makowie Podhalańskim, gdzie szukając niewielkiej przecznicy udało nam się dwoma samochodami zawitać u tubylca na podwórku;) Po chwili zastanowienia znaleźliśmy drogę, i podążaliśmy nią (według mapy) w kierunku Zawoi. W pewnym momencie droga, ze standardowej szerokośći, podrzędnej, asfaltowanej drogi wiejskiej zmieniła się w coś przypominającego ubity wiejski trakt z epoki wozów drabiniastych. Pani w sklepie, zapytana, czy to ta mała dróżka prowadzi do Zawoi? oburzona oświadczyła, iż to żadna mała dróżka, ale porządna szeroka droga, którą właśnie mamy się kierować. W końcu dotarliśmy do Zawoi, gdzie pod lokalnym "mini-markertem" odbyła się przerwa na kawę, papierosa, i co kto jeszcze miał jadalnego.

Krowiarki -> Skręt Ratowników

Rybik od tyłu;)
Rybik od tyłu;)
W Krowiarkach przy próbie wjazdu na parking natknęliśmy się na stojącego prawie w poprzek wjazdu malucha, służącego za budkę do zdzierania haraczu za postój (oczywiście niestrzeżony). Gdy właściciel budki wszedł w posiadanie naszych 20 złotych wrócił do auta i najprawdopodobniej ułożył się do snu, gdyż padający z nieba deszcz nie wróżył tego dnia dużego ruchu. Gdy wszyscy (oprócz Boćka) byli już poubierani i popakowani ruszyliśmy przed siebie.
zmiana ciuchów?
zmiana ciuchów?
Przy kolejnym samochodzie przerobionym na budke do pobierania opłat (to chyba jakaś regionalna tradycja) zostawiliśmy bardzo miłej pani po pare groszy za wstep do parku narodowego, a Bociek zasypywał ją pytaniami z dziedziny prawa, karnego do momentu, aż na każde pytanie odpowiadała "nie wiem".
leśny człowiek;) (Docent)
leśny człowiek;) (Docent)
Droga do Skrętu Ratowników minęła wyjątkowo spokojnie a nasza grupa rozwlekła się po całej długości szlaku, zaczynając od Boćka, który niemalże biegł, a kończąc na Ailo, Frogu i Słoneczniku, którzy spokojnym spacerowym krokiem przemieżali kolejne metry, zostawiając po drodze odchodzący w lewo, na Sokolicę, zielony szlak. W końcu, przy odejściu szlaku na Akademicką Perć nadszedł czas postoju, i upragnionego śniadania, więc wszyscy (jak zwykle nie licząc Boćka) zaczęli wgryzać się w swoje bułki.

Akademicka Perć

Wygląda jak puszcza:)
Wygląda jak puszcza:)
Pomimo nieciekawej pogody (cały czas padał lekki deszcz) obraliśmy kierunek na Akademicką Perć - najtrudniejsze podejście na Babią Górę, ale zarazem (jak zapewniały liczne tablice) ścieżka edukacyjna:) Ekipa jak zwykle się rozwlekła, a na przedzie (jak nie trudno się domyślić) dreptał Bociek, tym razem z Ahesem. Grupę zamykał docent, podążając tuż za dziewczynami, zostającymi na tym odcinku nieco w tyle.
Frog w trawie puszczy;)
Frog w trawie puszczy;)
Perć była odcinkiem wyjątkowo męczącym, biorąc pod uwagę stopień trudności wcześniejszego szlaku (płaski, lekko kamienisty deptak). Idąc ku górze odczuwaliśmy stopniowe pogarsznie się i tak złej pogody. Lekki dotąd wiaterek, przybierał na sile dochodząc do pędzącego wiatru, który miał ochotę zmieść z powierzchni szlaku zmęczonych turystów. Deszcz, dotychczas lekko mżący, zamienił się w pędzące, przenikające wszelakie ubrania igiełki, bądz śnieg, potęgujący uczucie chłodu.
początki Akademickiej Perci
początki Akademickiej Perci
Po drodze przeszliśmy kilka odcinków szlaku, zaopatrzonych w klamry i łańcuchy, gdzie niegdzie wiszących pro forma, lecz czasem znacznie ułatwiających podejście. Powoli podążaliśmy w kierunku szczytu, mijając kolejne tablice, obiecujące wspaniałe widoki, dzisiejszego dnia niestety całkowicie zasłonięte przez osiadłą na Babiej chmurę.

Diablak

Szczytujemy (choć nie wygląda)
Szczytujemy (choć nie wygląda)
Na szczycie nie zabawiliśmy długo. Jedynie niektórzy odważyli się, przy bardzo silnym wietrze i deszczu zmieniać przepocone ubrania, schowani za ustawionym z kamieni wiatrochronem. Ale opłacało się, gdyż uczucie suchego podkoszulka rekompensowało wszystkie niewygody i dodawało sił do dalszej wędrówki pod wiatr. Teraz jescze tylko Siostra musiała udokumentować nasz pobyt na Królowej Niepogody pamiątkową fotką, co przy dużej dozie samozaparcia udało jej sie za 3 razem.

Markowe Szczawiny

wreszcie w schronisku.
wreszcie w schronisku.
herbata, bułka, ciepłe schronisko -poezja:)
herbata, bułka, ciepłe schronisko -poezja:)
Powiedzieć, że powoli szliśmy na dół to jakby nic nie powiedzieć.. Pierwszy etap naszego marszu polegał na mozolnym przeciwstawianiu się sile wiatru i wody i poszukiwaniu w osiadłej chmurze kolejnej tyczki oznaczającej szlak. Cała ekipa podzieliła się na dwójki gdzieniegdzie wspomagając marsz śpiewem (jeśli można tak nazwać bliżej niesprecyzowany ryk Ailo i Słonecznika;), co dodawało nam pewnej, a przynajmniej dostarczało dowodów, że wciąż żyjemy.
Rybik i Ahes (najprawdopodobniej;P)
Rybik i Ahes (najprawdopodobniej;P)
Ailo
Ailo
Gdy zagłębiliśmy się w las, wiatr ucichł a deszcz przestał padać. W niektórych chwilach niebo dawało nawet nadzieje na kilka promyków słońca, dzięki czemu Rybik mogłaby zaaplikować sobie nieco upragnionej słonecznej kąpieli, o której mówiła przez całą drogę. W ten sposób stopniowo, parami docieraliśmy do schroniska na Markowych Szczawinach. Wewnątrz na zziębniętych piechurów czekała już herbata z sokiem malinowym, której rekordziści w trakcie jednego pobytu wypili po 4:) oraz złocisty napój ze słodu i chmielu, którym raczyli się pozostali.
Bociek
Bociek
my nie palymy;P
my nie palymy;P
Bociek wreszcie postanowił coś skonsumować, oraz w coś się ubrać, co dla reszty było nie lada nowością. Przed schroniskiem grupa, w składzie Ailo, Docent, Frogu i Słonecznik oceniali niewątpliwe walory przechadzającego się nieopodal kota, który na ich widok odkrył w sobie duszę geparda, znikając w głębi lasu z prędkością światła. Przejęty całą sytuacją Docent zaczął przejawiać zapędy autodestrukcyjne, próbując własną głową pokonać belkę podtrzymującą daszek nad wejściem do schroniska.
Schronisko na Markowych Szczawinach
Schronisko na Markowych Szczawinach
zamglona Siostra
zamglona Siostra
Skutek był nie trudny do przewidzenia - belka pozostała nienaruszona, Docentowi nic sie nie stało, a pozostali uczestnicy zabawy mieli niezły ubaw:) W końcu, po dłuższym czasie spędzonym w schronisku, po naradach Docenta i Boćka (a możeby tu jeszcze na Pilsko? a możeby na Sokolicę? a może do Chyżnego do sklepu;) nasza dzielna drużyna zebrała cały dobytek jaki miała ze sobą i ruszyła w drogę powrotną do Krowiarek.

Droga powrotna

Frogu i jego tajemne mikstury
Frogu i jego tajemne mikstury
Droga z Markowych do Krowiarek zeszła nam wyjątkowo szybko. Jedynym jej minusem był fakt, że dziś juz raz tędy szliśmy. Pogoda poprawiła się na dobre, więc wszyscy porozbierani szli przed siebie. Istniała nawet szansa na sesję fotograficzną "Ailo w krzakach" ale niestety Siostra z aparatem za bardzo się oddaliła:( W Krowiarkach była jeszcze tylko jedna narada nad celem podróży - Chyżne (aby się zaopatrzyć;) lub Wadowice (by spotkać się jeszcze z Olą - dziewczyną Słonecznika i pójść tam na piwko i kremówke).
NO COMMENT ;)
NO COMMENT ;)
Wygrała opcja druga, więc ruszyliśmy przez Zawoję, zatrzymując się jeszcze tylko w sklepie, co udało nam się dopiero za trzecim podejściem (wcześniejsze sklepy były zamknięte). Po drodze przez wioski i miasteczka Ailo i słonecznik zauważyli pewną prawidłowość - otóż najczęstszym sposobem na zarabianie pieniędzy w tym regionie jest otwieranie sklepów spożywczo-przemysłowych. Standardem jest ok 17 sklepów na jednej (głównej) ulicy w przeciętnych rozmiarów wiosce.
zZzZzZz (Siostra)
zZzZzZz (Siostra)
Za Suchą Beskidzką minęliśmy Zembrzyce i wjechaliśmy na szeroką drogę do Wadowic. Ekipa podróżująca dyliżansem, jadąc bezpośrednio przed wielkim TIR-em popijała sobie spokojnie piwko raz na jakiś czas pozdrawiając kierowcę pojazdu za sobą. Na efekt nie trzeba było długo czekać: TIR wysunął zza fiata i zaczął wyprzedzać "na trzeciego" omijając przy okazji (z dużymi trudnościami) ekipę z punto. Cały manewr był niezwykle sprawny, gdyż trwał niewiele ponad 5 minut;) Ahes nie dając za wygraną postanowił pokazać co też jego wehikuł czasu potrafi. Wbijając kolejne biegi i wciskając pedał gazu do ziemi osiągnął zawrotną prędkość 120 km/h (o czym został powiadomiony SMSem gdyż licznik mu nie działa;) wyprzedzając przy tym bez najmniejszych problemow punciaka. W ten sposób dojechaliśmy do Wadowic gdzie po kremówce skończyła się historia naszego wypadu na Babią, gdyż wehikuł z ok. pół godzinnym wyprzedzeniem udał się do Krakowa, zostawiając w Wadowicach dopijającą swoje piwa ekipę z punta.

Heh pierwszy raz budzę się rano i zamiast jakiegoś uczucia zmęczenia po dreptaniu dzien wcześniej - łeb mnie boli :P Bleh - nigdy więcej tego co wczoraj =) Trzeba było jechać od razu do Krakowa - bez żadnych postojów :D /docent/